Kopniak Motywacji

WARSZTATY IMPROWIZACJI: Jak to się zaczęło? No i.. czy było warto?

Niecałą godzinę temu odbył się pokaz improwizacji scenicznej. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że to, między innymi ja wcielałam się dzisiaj w rolę improwizatora. Najpierw grałam córkę cukiernika, która marzy o tym, żeby porzucić cukiernię i rozpocząć nowy etap w życiu razem ze Stefanem, którego ojciec jest szewcem. A później byłam żoną Tymoteusza, któremu wciskałam kit, że musi być wegetarianinem, a sama ukradkiem zajadałam się świeżymi stekami z wielbłąda.

A wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze?

Wchodząc na scenę ani ja, ani nikt z widowni nie miał zielonego pojęcia, kto pojawi się na scenie (czyt. w jaką rolę się wcielimy). To jest właśnie esencja impro według mnie – spontaniczność i nieprzewidywalność. A, i może jeszcze ta niepewność, ten przyjemny dreszczyk emocji, który towarzyszył mi dzisiaj przed wejściem na scenę. Bo zwyczajnie nie wiedziałam, co właściwie zaraz zagram i czy to spodoba się publiczności. No i czy ja będę się tym fajnie bawić. Donoszę, że zarówno ja i publiczność jesteśmy ukontentowani.

Czuję teraz ogromną wdzięczność…

Wdzięczność za wspaniałych ludzi, którzy wspierali mnie na dzisiejszym pokazie. Za miłe słowa, salwy śmiechu i dopingujące oklaski publiczności. Za ten szereg wydarzeń, które doprowadziły mnie na pierwsze zajęcia improwizacji u Magdaleny Prochasek z grupy ImproAtak. No dobra, to może od początku?

Oho, losujemy z kapelusza sugestie od publiczności.

Jak trafiłam na warsztaty improwizacji?

Wszystko zaczęło się od szkolenia dla trenerów Projektora, czyli wolontariatu studenckiego. W lipcu ubiegłego roku, naprawdę trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno, fartem pojechać na kilkudniowe szkolenie do Lublina. Po dziesięciogodzinnej podróży pociągiem (oj tak, relacja Nakło nad Notecią – Lublin do dzisiaj śni mi się po nocach 😉), pojawiłam się na szkoleniu, które prowadził Mirek Urban. Świetny szkoleniowiec, psycholog, a po godzinach… improwizator!

Mirek pokazał nam kilka fantastycznych przykładów ćwiczeń pobudzających energię w grupie, zaczerpniętych właśnie z improwizacji scenicznej. Dzisiaj wiem, że te ćwiczenia, które wtedy poznaliśmy, zaliczają się w impro do krótkich form. Ale dobra, wracając. – Ćwiczenia spodobały mi się tak bardzo, że zaczęłam wykorzystywać je na warsztatach kompetencji miękkich, które po tym szkoleniu prowadziłam. To było coś niesamowitego! Bo każda grupa, której proponowałam tego typu „energizery” wciągała się w te ćwiczenia tak bardzo, że chciała ich więcej… Nie tylko oni chcieli więcej, ja również.

A jako, że zdarza mi się czasem (ok, nie oszukujmy się – baardzo często) bezmyślnie przewijać feed na Facebooku, to pewnego razu na moim feedzie pojawiło się wydarzenie. – Grupa ImproAtak zaprasza na 10-tygodniowe warsztaty z podstaw improwizacji scenicznej. O kurczę, to coś dla mnie – pomyślałam. Ale jednak się wahałam… Nooo, czy ja się w sumie do tego nadaję? Czy to impro mi się spodoba? Przecież ja nawet nie byłam nigdy na prawdziwym spektaklu improwizowanym! Niby tak mruczałam pod nosem, ale kilka dni później wpisywałam w kalendarzu, że jestem zajęta przez następne dziesięć tygodni.

Chwilo, trwaj!

No i właśnie siedzę w wymiętolonej, białej koszuli po naszym pokazie, zerkam na czerwone tulipany, które dostałam po premierze (bo tak, w impro każdy występ jest premierą!) i nie mogę się przestać uśmiechać. Kurczę, jestem teraz szczęśliwa. Tak bardzo, że aż mam ochotę zakrzyknąć: „Chwilo, trwaj!”.

Warsztaty Magdy to przygoda

Warsztaty, które prowadziła Magdalena Prochasek, były prawdziwą przygodą w głąb impro i… w głąb siebie.

Wiedziałam, że te dziesięć tygodni może zdziałać dużo dobrego. Ale nie sądziłam, że aż tyle! – Jednym z pierwszych ćwiczeń, które Magda proponowała nam na zajęciach było ćwiczenie „Samuraj”. Bardzo ciężko będzie mi teraz opisać, na czym to ćwiczenie polega. Ale mniej więcej krzyczymy dziarsko „ha” unosząc ręce do góry a’la miecz i podajemy dalej. No i śmiać mi się chce, kiedy przypominam sobie swój pierwszy warsztat, gdzie nie miałam odwagi do tego, żeby krzyknąć głośne i odważne „ha”. Dzisiaj, przed występem, też wykonaliśmy to ćwiczenie i… to było piękne, donośne „ha”. O jakim na pierwszych zajęciach mogłam tylko pomarzyć!

Warsztaty dały mi przestrzeń do bycia sobą!

W ogóle odwaga, pewność siebie i nieprzejmowanie się tym, co myślą inni, to jest coś, co bardzo w ostatnich tygodniach się u mnie rozwinęło. Lubię wplatać w moje prezentacje – na studiach i na warsztatach kompetencji miękkich – żarciki (o czym dobrze wiedzą ci, którzy uczestniczyli już w moich warsztatach). Jeszcze do niedawna często rezygnowałam z opowiadania żartów, bo raz czy dwa ktoś na mnie krzywo spojrzał, gdy właśnie puentowałam żart o ślepym koniu.

Warsztaty improwizacji dały mi przestrzeń do bycia sobą. Opowiadania nieśmiesznych żartów o ślepym koniu, gdy mam na to ochotę. Wtrącania się do rozmowy, żeby sympatycznie i z uśmiechem skwitować to, co mówią znajomi. Mówienia tego, co naprawdę chcę w tej chwili ja powiedzieć. A nie tego, co inni chcieliby usłyszeć.

Rozplątałam gruby, ciasno związany sznur, który krępował moje JA

Wiesz, my nakładamy na siebie taki gruby sznur i ciasno go związujemy wokół siebie, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego. – Nie powiedzieć czegoś głupiego, nie zachować się jakoś głupio. No generalnie, żeby nie zrobić z siebie debila. A impro daje przestrzeń i możliwość, żeby właśnie mówić głupio, zachowywać się głupio. Nawet robić z siebie debila, jeśli ma się na to ochotę. Impro uwalnia od tego, co pomyślą inni. I to jest fantastyczne.

No i tak to właśnie było. Przyszłam na improwizację po narzędzia na warsztaty kompetencji miękkich. Wychodzę z warsztatów improwizacji okej, z narzędziami. Ale przede wszystkim, z nową, ulepszoną wersją siebie! Jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało… Z nową Martą, która nie boi się pokazać prawdziwej siebie. Która ma gdzieś, to co pomyślą o niej inni. Musisz wiedzieć, że to bardzo przyjemne uczucie!

A z resztą, przekonaj się sam!

Jeśli też chciałbyś zaznać tego przyjemnego uczucia, grupa ImproAtak i cudowna Magdalenda Prochasek ruszają na wiosnę z kolejnym cyklem warsztatów. Ja zacieram już rączki na drugi poziom! A Ciebie gorąco zachęcam do wzięcia udziału w pierwszym poziomie warsztatów z podstaw improwizacji scenicznej, podczas których spotkasz nie tylko improwizację, ale przede wszystkim prawdziwego siebie. – Kreatywnego, spontanicznego, otwartego, odważnego siebie! No i oczywiście innych fantastycznych Ludzi, którzy też będą odkrywać siebie na nowo (pozdrawiam Was mocno, cała impro-grupo!). Co ja Ciebie będę jeszcze przekonywać. Na pewno już czujesz, że warto!

Czujecie te emocje? 😉

Te fantastyczne zdjęcia możecie zobaczyć tutaj, dzięki uprzejmości grupy ImproAtak!