Marta Kamińska

Prawo Parkinsona. Jak w jeden dzień zrobić to, co robiłbyś przez dwa dni?

Podczas ostatniej całkiem fascynującej rozmowy z pewnym mądrym człowiekiem, wspominałam, że mam dużo pracy przed sesją na studiach, która przecież już tuż. Narzekałam, że zamiast wziąć się za ogarnięcie wszystkiego na porządnie podczas weekendu majowego, ja postanowiłam jechać gdzieś, gdzie nauka najprawdopodobniej nie będzie miała prawa bytu, z uwagi na cudne widoki i dobrych ludzi wokół. W trakcie tej rozmowy mocno zaczęłam się zastanawiać, czy mój wyjazd ma sens, skoro naprawdę tonę w obowiązkach. A nawet zaczęłam rozważać, czy by jednak nie odwołać mojej majowej przygody.

Aż tu nagle mamy kwestię sporną

Źródło grafiki: Dem3000 (link)

Ów biedny człowiek, który musiał słuchać mojego narzekania i głośnych westchnięć, powiedział mi: No co Ty, Marta… przecież według Prawa Parkinsona wyrobisz się ze wszystkim przed wyjazdem, a może nawet zostanie Ci jeszcze chwila, żeby ponicnierobić. Zastanowiłam się nad tym chwilę, po czym powiedziałam: Okej, na pewno masz sporo racji, ale musisz wiedzieć, że to nie jest Prawo Parkinsona. W Prawie Parkinsona bardziej chodzi o to, że wszystko zajmuje nam więcej czasu, niż zakładamy. Na co on mi zareagował: Nie, nie jestem przekonany.

Chwilę dyskutowaliśmy zastanawiając się, kto z nas ma rację. Postanowiłam to sprawdzić w tym artykule! Ciekawy, kto z nas znał właściwą definicję Prawa Parkinsona? Czytaj dalej…

No to kto ma rację (i stawia kolację, hehe)?

Gdzieś tam dokopałam się do książki napisanej przez samego twórcę Prawa Parkinsona, czyli przez niejakiego Northcote’a Parkinsona. W tej książce, autor wyraźnie pisze (i to w jednym z pierwszych zdań), że prawo, które sobie wymyślił zakłada, że im więcej mamy czasu na wykonanie jakiejś pracy, tym więcej czasu zabiera nam ta czynność. Można też inaczej powiedzieć, że praca, którą mamy do wykonania rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie. Chcąc nie chcąc i rad nierad muszę przyznać się do błędu. Tak, miałeś, Mój Drogi, rację! Mea culpa.

Według Prawa Parkinsona, jeśli odwołałabym jednak moją majową przygodę i zostałabym na weekend majowy sama ze swoimi obowiązkami to wykonywanie tych obowiązków wypełniłoby mi cały weekend. Podczas, gdy ustawiając sobie deadline na rozpoczęcie majowego weekendu, ja miałabym wszystkie obowiązki już ogarnięte do czasu wyjazdu!

Niesamowite, prawda? Wystarczy tylko, że wyznaczymy sobie krótki termin na wykonanie jakiegoś zadania tak, aby mieć „nóż na gardle”, a rzeczywiste wykonanie tego zadania zajmie nam znacznie mniej czasu. Nie wiem, jak Tobie się wydaje, ale ja uważam, że jest to wiedza, która serio ma potencjał zrewolucjonizować sposób, w jaki działamy na różnych polach naszego życia. Aż chce się to wykorzystać!

Nóż na gardle

Jedna, najważniejsza myśl, którą chcę dzisiaj zaszczepić w Twojej głowie jest to, abyśmy rozplanowując nasze zadania do wykonania na kolejne godziny czy dni, zastanawiali się, ile czasu tak naprawdę potrzebujemy na ukończenie jakiejś czynności. – Czy serio rozliczenie tego PIT-u zajmie nam cały dzień, czy może tylko godzinkę, jeśli się zepniemy i nie zrobimy sobie dwóch przerw na kawuchę i pączucha (z resztą pączki mają dużo cukru, a cukier przecież jest niezdrowy, o czym już pisałam w tym tekście)? Czy naprawdę napisanie książki zajmie nam dwa lata, czy jesteśmy w stanie ogarnąć to w sześć miesięcy? Czy zrobienie tej prezentacji na poniedziałkowe zajęcia zajmie nam caaały tydzień, czy możemy to ogarnąć w dwa popołudnia, jeśli skorzystamy z aplikacji blokującej social media (polecam apkę Forest)?

Nie ilość, lecz jakość

Poza pracą, jaką wykonujesz, nikt (nawet Ty sam) nie wylicza i nie bije Ci braw za ilość godzin poświęconych nad danym zadaniem, lecz rozlicza i nagradza Ciebie gromkimi brawami tylko za widoczne efekty Twoich działań. Serio, serio! A więcej czasu poświęconego nad jakimś zadaniem, wcale nie oznacza, że to zadanie będzie wykonane efektywniej, a jego efekty lepsze. ?

A Ty, jak uważasz? Czy dawanie sobie mniej czasu na wykonywanie zadań ma sens? Jestem na maksa ciekawa. Daj znać w komentarzu!

Zobacz więcej moich tekstów!


Northcote Parkinson, „Prawo Parkinsona, czyli w pogoni za postępem”

Zdjęcie: Andrew Neel, dzięki Unsplash